+2
Krytyk 16 września 2016 16:04
Bora Bora to synonim perfekcyjnej rajskiej wyspy… dużo w tym prawdy. Fraza po taniości jest bardzo przewrotna, oznacza wyłącznie zminimalizowanie kosztów dolotu i pobytu. Należy taki wyjazd traktować budżetowo jak dwie dalsze azjatyckie podróże. Ciekawą opcją przelotu jest również dołożenie lotu na Tahiti w przypadku RTW (chociaż to sporo kosztuje). Zmniejszenie cen lotów raczej jest ciężkie, promocje i błędy taryfowe można jeszcze znaleźć z Europy do Auckland (<3 k PLN) ale dalej … na Pacyfiku jest trochę jak na innej planecie cenowej (dolot AKL-PPT-BOB RT w promocji to koszt minimum 3k PLN). Życie na miejscu do tanich również nie należy, sympatyczny pensjonat na Bora Bora to wydatek ok. 100 EUR, skromne zakupy w sklepiku 10-30 EUR, lunch w barze 7-20 EUR. Reasumując na osobę potrzebujemy dziennie z noclegiem minimum 70 EUR. Zapomnijmy o taksówkach, water taxi (minimum 30 EUR/os.) czy wszelkich atrakcjach wodnych …to wydatek minimum dniówki z budżetu. Ale jak tam o tym zapomnieć … w końcu to miejsce idealne … lazurowe wody, perfekcyjnie wzorcowy krajobraz, rekiny i płaszczki – po prostu raj.

Co nas urzekło: w miarę udana pogoda bez piekielnego upału, ciepła woda, spokój, rajska przyroda z pięknymi szczytami, rekiny i mało ludzi! … po prostu chill out.




Ten brak turystów jest przekleństwem (czytaj ZBAWIENIEM) dla głównej wyspy Bora Bora. Z uwagi na mały ruch funkcjonuje tam tylko kilkanaście pensjonatów, niewiele więcej knajpek. Wybór usług jest również skromny, małe wiejskie sklepiki i kilka supermarketów, drogie wypożyczalnie samochodów, przesadzone ceny taksówek i łódek. Wszystkiemu jest winny synonim Bora Bora – perły ekskluzywnej turystyki dla bogatych (lub dla łapaczy punktów z programów lojalnościowych sieci hotelowych i linii lotniczych). Po przylocie na lotnisko BOB (które znajduje się na atolu) czekała nas przeprawa katamaranem na główną wyspę do stolicy Vaitape (w cenie biletu lotniczego). Prom zabrał ok. połowę pasażerów samolotu, resztę stanowili dowożeni prywatnymi stateczkami turyści hotelowi. Przypuszczam, że w sezonie klienci hoteli przeważają. Marka rajskiej wyspy przyciąga ludzi z całego świata (głównie z USA). Na Bora Bora MODNIE jest jechać na honeymoon, wziąć ślub, spotkać gwiazdę (ale nie tvn-u) . Jakości luksusowych hoteli „na palach” nie testowaliśmy (Sofitel od 1400 PLN za noc, najdroższe wille nawet 26k za noc). Cóż .., nie ma taniego luksusu. Drogie hotele położone są z reguły na atolu lub na prywatnych wyspach … są takimi złotymi klatkami. My wolimy skromniejszą ale jednak wolność.




Dobrym pomysłem na poruszanie się po wyspie jest wynajęcie roweru (ok. 15 EUR dziennie). Można również poczekać na publiczny autobus (jeżdżący bardzo nieregularnie), przejazd 15 km to koszt ok. 5 EUR. Wynajęcie auta nie ma sensu. Wyspa ma właściwie jedną główną drogę dookoła o zawrotnej długości 17 mil. Spaliśmy w okolicy Matira Beach (tam skupia się skromna baza turystyczna i jest to jedyna duża piaszczysta plaża na wyspie). W zasadzie wypady do Vaitape nie mają sensu. Stolica nie oferuje praktycznie nic ciekawego, jest bardziej hubem promowym. Pobyt na wyspie to głównie chill out – plaża, piwo z baru (5 EUR), jazda rowerkiem. Zrobiliśmy na Bora jeden wypad na ocean – sharks and manta rays feedind i coral garden. Pływanie z rekinami (wersja bezpieczna – lemon shark) bezcenne! Ogród koralowy niestety jest bardzo skromny (to nie jest Egipt). Ceny łódek najlepiej ustalać przez net – wielu lokalnych sharkboy-ów zejdzie z ceny pod warunkiem, że nie jesteśmy mieszkańcami hotelu (czytaj resortu) z którym mają podpisane umowy. Da się popłynąć za 60 EUR/ osoby. Cóż … jakaś obrona rynku musi być. Pomimo wiele głosów sprzeciwu (przecież rekiny są nęcone przez rybaków resztkami tuńczyka) nie widzimy nic złego w tym sposobie pokazywania lokalnej fauny. Prawda jest taka, że organizowanie eco tours (bez zanęcania) kończy się brakiem poszukiwanych ryb. Niestety globalne ocieplenie (odczuwalne zwłaszcza na Pacyfiku) zrobiło swoje.

Dla smakoszy polecam doskonały Lucky House przy Matira Beach. Lunch 8-20 EUR. Doskonała wariacja z tuńczyka, lekko przysmażonego w nori, podawanego z sosem awokado i tatarem z papai i pomarańczy. Kuchnia francuska z wpływami Polinezji daje porażającą rakietę smakową. Nawet hamburger (po prawej stronie) to coś zupełnie innego niż fastfood.



Na wyspie ma się wrażenie, że jest bardzo mało ludzi i plaże z wodą ma się dosłownie dla siebie. Te pustki bardzo nam się podobały. Miejscowi zajęci są sobą, sprzedają tanie czarne perły, łowią ryby i są raczej mało zaabsorbowani obsługą turystów. Główna wyspa Bora pasuje bardziej dla podróżników. Na szczęście turyści splendorowi wprost z lotniska kierowani są na atol lub prywatne wyspy i wcale tych tłumów nie widać.

Chociaż nie jechaliśmy tam dla splendoru to na dłuższą metę Bora Bora jest nudne. Pięć może siedem dni jest idealne. Uważam jednak, że warto mieć marzenia i może kiedyś się spełnią, czyżby nie było piękne zostać sharkboyem lub przewodnikiem po ostrych szczytach wyspy Bora. Poza tym możemy tam zostać ile chcemy, bez wizy, jak u siebie.

Więcej zdjęć i film wstawilem na na https://krytykaturystyczna.pl

Dodaj Komentarz