0
Krytyk 21 września 2016 14:55
Byliśmy w Tajlandii już ze cztery razy, jednak nigdy na wyspie – Phi Phi. W tym roku nadarzyła się okazja na krótki wypad z Kuala Lumpur. Dotarcie w dobie wszechobecnych lotów Air Asia jest banalne, wystarczy kupić taniutkie bilety na Krabi, dalej 2-3 godziny promem i jesteście w raju. Czy na pewno?



Skały w okolicy Phi Phi są przepiękne ale wszystko zależy od pogody – która jest kapryśna. Niestety miejsca nurkowe nie należą do najlepszych w Tajlandii. Snurkowanie jest irytujące, tłum i prześmieszne statki, przypływające głównie z Phuket-u z setkami Chińczyków pływających w kapokach. Najlepszy jest oczywiście ratownik, zbierający jak Charon ciała wycieńczonych turystów na statek.





Tyle o przyrodzie, chcecie to oceńcie sami. Noclegi i życie odbywa się właściwie na wyspie Phi Phi Don. Niestety to nie Phi Phi Lee Lee ze słynną Maya Bay – znaną z filmu z „boskim” Leonardo. Za sam wstęp do wymienionej zatoki obowiązuje opłata 400 THB, doliczcie łódkę za 1500 THB i już się robi minimum 900 THB na osobę! O spaniu w rajskich klimatach jak Leonardo możecie zapomnieć. Już nie jest to możliwe…chyba, że za kolosalne sumy jako nocny tour.

Phi Phi to też party … właśnie i to jest najgorsza atrakcja wyspy. Powoli większość miejsc w Tajlandii robi się taka sama. wiaderka z lokalnym alkoholem czyli buckets, plaża, ognie na plaży, zagłuszające się puby. W turystycznej wiosce znajdziecie jeszcze jedną atrakcję – Reggae Pub. Świetna zabawa!? Startuj do boksu a dostaniesz medal i free bucket. Fajne prze z chwilę były walki dziewczyn, faceci podeszli do sprawy za bardzo na serio. Niestety (w przerwach gdy brak chętnych białych naiwniaków) prawdziwe walki tajskie wyglądają o niebo profesjonalniej. Na Phi Phi jest trochę inny klimat jak w innych turystycznym miejscach, bardzo mało widoczne są dziewczyny do wzięcia i nie ma go go barów. Coś się zmienia, trzeba wziąć pod uwagę całkiem dużą muzułmańską społeczność żyjącą obok tej małej turystycznej gomory. Na moje oko…coś złego tam się może wydarzyć w przyszłości.

Nie pojechałbym więcej na Phi Phi. Byłem kilka lat temu na Ko Phangan i party mnie znudziły. Czułem się jak w piątek w Londynie. Takie same stroje, ci sami ludzie, bez sensu tam jechać. Jak Tajlandia to tylko na wieś! Jeżeli koniecznie jeszcze chcecie sprawdzić jak wygląda Phi Phi to jednak polecam spanko gdzieś dalej od pubów. Natomiast jeżeli lubicie imprezy, to pamiętajcie, na Phi Phi obowiązuje moda a’la Londyn. Zabierzcie dobre ciuchy i do dzieła. Phi Phi będzie Wasze – tylko uważajcie, żeby Wam się ubranka od ogni nie spaliły.



Dodaj Komentarz

Komentarze (1)

justynaitomek 22 września 2016 19:45 Odpowiedz
niestety to prawda...